Gdyńskie żagle w Norfolk. Polonia z Karoliny Północnej na pokładzie „Daru Młodzieży” w USA
Anna Bylczyńska-Boer
Po prawie czterech godzinach podróży oczom Polonii z Karoliny Północnej ukazały się trzy 50-metrowe maszty i powiewająca na wietrze flaga Polski. Majestatyczny „Dar Młodzieży” cumował od 19 do 23 czerwca w Norfolk w stanie Wirginia w Stanach Zjednoczonych. Wizyta odbyła się w ramach zlotu Sail250, a żaglowiec wziął udział w paradzie otwierającej to międzynarodowe spotkanie, zorganizowane z okazji 250-lecia niepodległości USA. Żaglowiec jest teraz w dalszej drodze do Nowego Jorku, aby wziąć udział w wielkim finale uroczystości i paradzie na rzece Hudson z okazji 4 lipca.
Dla „Daru Młodzieży” to historyczny rejs – jak twierdzi komendant Michał Sadowski. „Dar Młodzieży” podąża śladami „Daru Pomorza” dokładnie 50 lat później” – powiedział komendant Sadowski. „Wzbudza to duże zainteresowanie mediów i jest to prawdopodobnie nasz ostatni taki daleki rejs”. Żaglowiec, mający już 44 lata, przemierzył Atlantyk po raz pierwszy w tej roli. Rejs zbiega się jednocześnie z jubileuszem 100-lecia Gdyni, z której jednostka wyruszyła. Choć statek jest „świeżo po remoncie”, będzie pływał jeszcze tylko kilka lat, szkoląc przyszłe kadry morskie. Rozpoczął się już bowiem przetarg na jego nowocześniejszego następcę.
Dopiero po czterech tygodniach od wypłynięcia załoga zeszła na krótko na ląd na Bahamach. „To długa podróż dla studentów I roku Uniwersytetu Morskiego w Gdyni i ich pierwsza taka wyprawa na morze, z dala od domu, ale wrażenia są pozytywne” – twierdzi komendant. „Pierwszego dnia na żaglowcu mówię im, jak pokonać chorobę morską: pracą i świeżym powietrzem” – opowiadał. „Studenci dobrze to znieśli, a dla mnie satysfakcją jest, że cały ocean przepłynęliśmy na żaglach”. Pogoda sprzyjała i wiały pomyślne wiatry, a „Dar Młodzieży” szybciej płynie właśnie pod żaglami. Na silniku – co zdarza się przy flaucie (bezwietrznej pogodzie) lub podczas wchodzenia do portów – płynie się maksymalnie z prędkością 10 węzłów (18,5 km/h). Podczas tego rejsu wiał sprzyjający pasat, który pchał „Dar Młodzieży” od tyłu. Pozwoliło to na postawienie prawie wszystkich żagli i osiągnięcie maksymalnej prędkości do 16 węzłów (ok. 30 km/h). „Czysty kadłub to dobra prędkość” – zauważa komendant.
Deszcz padał tylko przez kilka dni – powiedział nam Mikołaj Słodki, praktykant (kadet pokładowy) i student I roku nawigacji. Wtedy warunki robią się ciężkie, ponieważ pokład staje się śliski i trudniej wykonuje się zadania. „Ale o tym nie mówimy” – zakończył z uśmiechem.
Aż 140 studentów obecnych na pokładzie „Daru Młodzieży”, oprócz zajęć teoretycznych, jest podzielonych na 40-osobowe wachty pokładowe. Pracują oni na pokładzie po cztery godziny, a każda wachta obsługuje jeden maszt. Aby postawić wszystkie żagle, trzy wachty potrzebują około 30 minut – opowiedział nam Mikołaj podczas zwiedzania żaglowca. Pokazując przód statku, wyjaśnił, że na dźwięk komendy praktykanci na dziobie łapią za liny i całym „sznurem ciał” biegną do tyłu wzdłuż burty. Przypomina to przeciąganie liny, ale w ten sposób stawia się pięć wielkich żagli rejowych, które sekunda po sekundzie napełniają się wiatrem. Wszystko to odbywa się pod dowództwem komendanta Sadowskiego, który przez radio przekazuje polecenia oficerom wachtowym, z których każdy jest odpowiedzialny za swój maszt. Ten z kolei porozumiewa się z bosmanem i instruktorem, którzy przy pomocy gwizdków kierują kadetami na pokładzie i przy masztach. „Każdy zna swoje zadanie i wie, gdzie się stawić” – powiedział komendant Sadowski. Oprócz studentów, dla bezpieczeństwa na pokładzie znajduje się 33 członków załogi stałej.
Komendant podkreśla, że na statku kluczowa jest komunikacja. Każdego ranka o 7:50 cała załoga stawia się na apel przed podniesieniem (polskiej) bandery. „Wtedy informujemy na bieżąco o planowanych wydarzeniach czy pracach. W trudnych sytuacjach, jak np. awaria klimatyzacji, którą mieliśmy, trzeba uczciwie informować praktykantów o prowadzonych działaniach i uświadamiać ich, co możemy, a czego nie możemy wykonać samodzielnie na środku oceanu”.
A jak wygląda noc komendanta? Choć kapitan nie stoi na nocnych wachtach, oficerowie mogą do niego dzwonić w każdej chwili. Na początku rejsu zdarzało się to częściej młodszym oficerom. „Standardowo oficer wachtowy dzwoni w przypadku pogorszenia się widzialności, awarii czy wystąpienia jakiejkolwiek wątpliwości”. Komendant wciąż jednak wchodzi na reje, czyli poziome belki poprzeczne, na których wysoko zawieszone są żagle. „Zdarza mi się wejść na inspekcję masztu” – przyznaje. Obok pracy i nauki dla studentów I i II roku nawigacji oraz I roku mechaniki (którzy przebywają na żaglowcu etapami i wymieniają się), na „Darku” – bo tak czasem załoga mówi o statku – organizuje się dni sportu czy kino pod gwiazdami. Obserwuje się też dziką przyrodę. Nasz mały wycieczkowicz pytał kadeta Mikołaja, czy polują również na rekiny i czy mają armaty. Na rekiny nie polują, ale załoga widziała za to delfiny, wieloryby, latające ryby i żółwie.
Dla 24 członków Polish-American Club of the Triangle z okolic stolicy Raleigh w Karolinie Północnej (w tym dla prezes Joanny Pawlak, wiceprezes Anny Andrzejewskiej-Santiso i dyrektor naczelnej ds. komunikacji Anny Bylczyńskiej-Boer) wejście na pokład żaglowca, który przypłynął aż z Polski, było niezwykłym doświadczeniem. Specjalnie dla Polonii otwarto do zwiedzania mostek kapitański oraz zaproszono gości na salony kapitańskie, by porozmawiać z komendantem, który wraz z załogą cierpliwie wszystko wytłumaczył. Polonia była pod wrażeniem liczby studentów szkolących się na „Darze Młodzieży”. Wielu ucieszyła też informacja, że można napisać do armatora i wykupić rejs „turystyczny” (na statku jest około 12 takich miejsc). Podziw wzbudził również sam mostek kapitański, na który wpuszczono gości pomimo znaku „Crew Only” („Tylko załoga”). „Staliśmy się częścią historii” – podsumowała wiceprezes Andrzejewska-Santiso.

