Wskrzeszenie folklorystycznej grupy tanecznej i krakowskiego Lajkonika

Anna Bylczyńska-Boer

Po dwudziestu latach nieobecności w Polish-American Club of the Triangle (PAC) w Karolinie Północnej, folklorystyczna grupa taneczna oraz tradycyjny Lajkonik wróciły do życia. Stało się to dzięki staraniom nowego Zarządu oraz zaangażowaniu wolontariuszy Klubu.

– Pytania od organizatorów międzynarodowych festiwali nie pozostawiały wątpliwości: potrzebujemy własnego zespołu tanecznego – mówi Joanna Pawlak, prezes PAC od kwietnia 2026 roku. – Z miłości do tradycji, potrzeby serca i przekonania, że taniec oraz muzyka najlepiej łączą ludzi, narodził się zespół Polish Spark (Polska Iskra).

Błyskawiczna mobilizacja

Od zapytania organizatora festiwalu Around the World przez decyzję o stworzeniu grupy aż po oficjalną premierę na scenie minęły zaledwie dwa tygodnie. W tym krótkim czasie udało się zebrać grupę jedenastu kobiet o różnym doświadczeniu tanecznym. Wśród nich znalazły się byłe tancerki Polki NC – niezależnej grupy nowoczesnego polskiego tańca z elementami folk, kierowanej przez byłą wiceprezes Agnieszkę Szkudlarek. Dołączyły też artystki z doświadczeniem w uniwersyteckich zespołach ludowych i grupach latynoskich, a także panie bez wcześniejszego przygotowania, ale za to z ogromną pasją. Zespół połączył kobiety różnych zawodów: chemiczki, naukowczynie, pielęgniarkę, agentkę nieruchomości, członkinie zarządu PAC, pracownice korporacji oraz mamy. Do tej pory do zespołu nie udało się jeszcze namówić żadnego mężczyzny.

Jak to dawniej bywało

Dwadzieścia lat temu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. W ówczesnym zespole PAC – Polish-American Dance Group – tańczyło osiem par w profesjonalnych strojach ludowych przywiezionych z Polski.

– Zespół, w którym tańczyłem, działał od 1989 do 2008 roku lub nawet dłużej. Dokładnie nikt już tego nie pamięta – wspomina Piotr Nowak, emerytowany mechanik American Airlines i wieloletni członek PAC.

Pan Nowak wciąż przechowuje kasety wideo z tamtych występów. Na nagraniach widać, jak wyskakuje z obrotem w powietrzu w swoim ulubionym białym mazurze, mając na nogach czarne kozaki. Ubrany był wtedy w tradycyjny kubrak, podczas gdy jego partnerka, ozdobiona czerwonymi koralami, miała na sobie wyszywany cekinami gorset.

– Na początku zastanawiałem się, co powiedzą znajomi, gdy zobaczą mnie z piórkiem w kapeluszu na głowie – śmieje się pan Piotr. Ostatecznie nie przeszkodziło mu to jednak tańczyć przez prawie 20 lat na wydarzeniach kulturalnych, festiwalach, w kościołach i domach kultury. – Była to praca mozolna i ciężka, ale jednocześnie niezwykle przyjemna i radosna.

– Tańczyliśmy kujawiaki, polonezy i oberki – dodaje Zosia Storoszczuk, tancerka dawnego zespołu i była działaczka Solidarności, która wyemigrowała z Polski w latach 80. – Wtedy tańczyli z nami nie tylko Polacy, ale i Amerykanie. Z czasem jednak ludzie się zestarzeli, zabrakło sił, a młodzież nie rwała się do tańca ludowego. W ten sposób zespół upadł.

Szybka akcja i pomoc „McGyvera”

Reaktywacja nastąpiła w sierpniu 2026 roku – pomimo początkowego braku profesjonalnych strojów i tanecznych partnerów.

– Działaliśmy w niesamowitym tempie: zebranie chętnych, uszycie strojów, kupno chust zamiast gorsetów, które dopiero wyszywamy pod przewodnictwem Skarbnika PAC Jowity Mikołajczyk, przygotowanie dekoracji i przywiezienie połamanego Lajkonika z garażu, gdzie biegały po nim myszy – opowiada Anna Bylczyńska-Boer, Dyrektor Naczelna ds. Komunikacji. – Trafił on do rąk naszego klubowego „McGyvera”, Andrzeja Rusztowicza, który go naprawił, ponieważ Lajkonik był potrzebny na scenie.

Prace krawieckie ruszyły pełną parą. Wiceprezes Anna Andrzejewska-Santiso całe dnie szyła spódnice dla tancerek z materiałów zamówionych przez prezes lub dostarczonych przez Patrycję Molendę, tancerkę Polish Spark. Z kolei prezes Pawlak własnoręcznie przygotowała fartuszki. Cały zespół spotkał się w domu prezes, aby dekorować kwiatami pałąki – symbole dożynkowe potrzebne do jednego z układów – oraz parasol z taśmami, który w układzie „Prząśniczki” miał zastąpić tradycyjne wrzeciono. Utwór ten, będący hymnem Łodzi, to humorystyczna opowieść o prząśniczce, która nie czekała długo na powrót swojego chłopaka i już po trzech dniach znalazła innego. Wtedy, ku jej wstydowi, zerwała się nić. To właśnie tę historię opowiada taniec Polish Spark.

Edukacja przez taniec i budowanie mostów

– Dołączyłam do Polish Spark, aby pokazywać polskie tradycje, stroje, muzykę i tańce amerykańskiej społeczności oraz budować mosty między kulturami – wyjaśnia Marta Garbacz, na co dzień naukowiec wprowadzający nowe testy do diagnostyki nowotworów w LabCorp. Mimo braku wcześniejszego doświadczenia tanecznego, zdecydowała się na ten krok, by mieć regularny kontakt z osobami mówiącymi po polsku, które dorastały w podobnej kulturze.

To właśnie Marta trzyma na scenie parasol-wrzeciono i na końcu utworu kręci nim z takim zapałem, jak gitarzyści rockowi swoimi instrumentami.

– Używamy charakterystycznych rekwizytów, które zaciekawiają publiczność i skłaniają ją do zadawania pytań o historie przedstawiane w tańcu. Dzięki temu nasze występy są nie tylko atrakcyjne wizualnie, ale też edukacyjne. Widzowie wychodzą z większą wiedzą o polskich tradycjach i opowieściach – dodaje Marta Garbacz.

Próby w katorżniczym upale

Układ taneczny do pięciu tradycyjnych utworów powstał w dwa tygodnie. W tym czasie odbyły się cztery dwugodzinne próby w parku w Cary, gdzie o zadaszone miejsce tancerki musiały rywalizować z hinduską grupą taneczną. Ćwiczenia na świeżym powietrzu, w pocie czoła i przy temperaturze przekraczającej 35 stopni Celsjusza, nie zniechęciły zespołu. W atmosferze śmiechu i mimo początkowych pomyłek w krokach, członkinie Polish Spark trenowały wytrwale – przed samą premierą nawet po ciemku na parkingu, by dopracować choreografię do perfekcji.

Ostatnia próba z Lajkonikiem, mimo początkowych trudności z ułożeniem kolorowych materiałów na stelażu, wzbudziła ogromne zainteresowanie dzieci i przechodniów w parku. Wtedy zespół zyskał pewność, że ta postać będzie prawdziwym hitem.

W rolę Lajkonika wcieliła się wiceprezes Anna Andrzejewska-Santiso. Musiała założyć sztuczną, gryzącą w twarz brodę oraz wąsy, ponieważ do występu nie udało się namówić żadnego z panów. Po zmontowaniu 5-kilogramowej ramy, w ciężkim stroju Tatara, wiceprezes początkowo niepewnym krokiem rozpoczęła próbę. Szybko jednak dała się porwać zapałowi zespołu i nowoczesnej, rockowej aranżacji utworu. Pod koniec układu z wielką energią podbiegała do tancerek, strasząc je berłem.

Choreografia, w której tancerki zamykają Lajkonika w coraz ciaśniejszym kole, symbolizuje ocalenie Krakowa przed najazdem Tatarów w 1287 roku. Według legendy, wiślańscy flisacy (włóczkowie) zaskoczyli śpiących najeźdźców, a po wygranej bitwie wjechali do miasta na koniu przywódcy, ubrani w jego orientalny strój.

– Dla mnie to postać kultowa, która przypomina o bogatej historii Polski jako pomostu między Wschodem a Zachodem – mówi Andrzej Rusztowicz, programista i pasjonat majsterkowania. – Zanim przeprowadziliśmy się do Raleigh, mieszkaliśmy z rodziną w Krakowie, tuż przy Rynku Głównym. Regularnie widywaliśmy Lajkonika w akcji, zawsze otoczonego zachwyconymi wycieczkami szkolnymi. Lajkonik po prostu musi pojawiać się na występach, bo niesie ze sobą niesamowitą energię i cząstkę autentycznego Krakowa.

To właśnie dzięki Andrzejowi konstrukcja znów działa. Połączył on głowę konia z zadem za pomocą grubszych rurek z przodu i cieńszych z tyłu, dzięki czemu stelaż stał się solidny, a jednocześnie pozwala na szybki demontaż. Z kolei malarka Anna Cofała, odmalowała pysk oraz wyblakłe przez lata chrapy konia. Razem z mężem, Zbigniewem Cofałą, odnowili również grzywę, nadając Lajkonikowi znacznie młodszy wygląd.

Wielka premiera i marzenia o Rzeszowie

Przed pierwszym występem Polish Spark w Raleigh Theater wśród tancerek pojawiła się naturalna trema, choć były świetnie przygotowane. Górę wzięło jednak podekscytowanie. Mariola Bereśniewicz-Kopciński czuła ogromną radość, że może występować na scenie z innymi Polkami. Jej córka, Veronika Kopcinski, którą mama namówiła do udziału w projekcie, przyznała po występach, że dzięki intensywnym próbom wszystko poszło niezwykle naturalnie.

– Widząc, jak wszyscy zaangażowali się w ten projekt, znaleźli czas na intensywne próby i własnoręczne przygotowanie strojów, wiedziałam, że tworzymy coś wyjątkowego – wspomina prezes PAC, Joanna Pawlak.

Pierwszy występ został przyjęty przez publiczność bardzo serdecznie.
– Otrzymałyśmy mnóstwo miłych słów i komentarzy – cieszy się Ewelina Jakubowska.

Teraz zespołowi marzy się poszerzenie składu oraz repertuaru, taniec w parach oraz pozyskanie prawdziwych strojów ludowych.
– Fajnie by było, gdybyśmy mogły liczyć na dołączenie mężczyzn – przyznaje wiceprezes Anna Andrzejewska-Santiso.

– Cieszy mnie, że już teraz mamy mnóstwo zaproszeń na lokalne festiwale i tak gorący odbiór ze strony widowni – podsumowuje prezes Joanna Pawlak.

Jej największym celem i marzeniem jest występ zespołu za trzy lata na Światowym Festiwalu Polonijnych Zespołów Folklorystycznych w Rzeszowie.

– Występ Polish Spark był jak iskra, która wskrzesiła polskie tańce ludowe, a wraz z nimi Lajkonika w Polish-American Club of the Triangle – kończy z uśmiechem Anna Bylczyńska-Boer.

Next
Next

Hiking Club - Raven Rock